WCZYTUJĘ

Wpisz szukaną frazę

Ma 100 lat i nie wyobraża sobie życia bez malarstwa. Sylvia Fein wciąż tworzy 

Udostępnij

W minionym roku amerykańska malarka Sylvia Fein świętowała setne urodziny. Mimo upływu czasu i zaawansowanego wieku artystka wciąż sięga po pędzel i sztalugę. Malarstwo nadaje sens jej życiu.

Udany poranek

– Wstając z łóżka, nie zastanawiam się, czy będę malować. Ja to wiem – mówi w rozmowie z San Francisco Chronicle Sylvia Fein, która w listopadzie minionego roku skończyła 100 lat. Mimo upływu czasu artystka nadal rozpoczyna każdy dzień tak samo. Zjada serek wiejski z pomidorami, wypija kawę, siada przy oknie i pracuje nad kolejnym dziełem sztuki. Zawsze jest coś, nad czym pracuje. I nie może być inaczej. 

Swoje obrazy wykonuje w rozmaitych technikach (ale najbardziej jest znana z malarstwa temperowego) i różnych nurtach. Najczęściej jednak dzieła artystki określane są mianem dzieł rodem z surrealizmu lub realizmu magicznego. Oba kierunki sztuki narodziły się w XX wieku. Pierwszy we Francji, drugi w Niemczech. Oba mogą pochwalić się wybitnymi przedstawicielami, choćby Salvadorem Dalí.

Brak zachęty ze strony rodziców 

Sztuka nadała sens jej życiu, ale nie od razu wiedziała, że będzie artystką. Sylvia Fein urodziła się w 1919 roku w Milwaukee, obecnie największym mieście położonym nad jeziorem Michigan w stanie Wisconsin. Jej matka była muzykiem i w związku z tym jako dziecko Sylvia Fein uczyła się muzyki. Lubiła też rękodzieło i zajmowała się kolekcjonerstwem. Ale nikt w domu rodzinnym nie zachęcał jej do malowania. 

Wspomina, że w tamtych czasach nie było czegoś takiego jak dziecko-artysta. Kiedy dorosła, podjęła studia na Uniwersytecie Wisconsin w Madison. Na początku zdecydowała się studiować ekonomię, ale wkrótce potem zmieniła kierunek studiów i poszła na sztukę. – Malowaliśmy obrazy przyglądając się modelom. Oznaczało to ciągłą pracę przez trzy godziny dziennie, trzy razy w tygodniu, i tak przez cały rok. Wkrótce potem pojawili się surrealiści – mówi w rozmowie z magazynem Hyperallergic.   

fot. screen z filmu

Wyjazd do Mexico City 

Sylvia Fein dołączyła do lokalnego klubu artystów Midwest Surrealism. I tak zaczęła uczyć się rozmaitych technik malarskich. Opanowała wówczas między innymi wspomnianą temperę, którą pokochała do tego stopnia, że zupełnie porzuciła malarstwo olejne. Tempera stała się znakiem rozpoznawalnym artystki ze Stanów Zjednoczonych. W międzyczasie na krótko wyjechała do Mexico City, by towarzyszyć matce. 

Podczas tej podróży spotkała znajomą ze szkoły średniej, której oboje rodzice byli malarzami. Koleżanka zaproponowała artystce, by zamieszkała z nimi w małej indiańskiej wiosce. Kobieta zgodziła się. I tak spędziła trzy lata w Ajijic w środkowym Meksyku. Poznała tam mecenasa sztuki z Nowego Jorku, który zapowiedział młodej artystce, że zorganizuje wernisaż jej obrazów, gdy ta zbierze odpowiednią liczbę dzieł. 

Pierwszy solowy wernisaż 

– To było coś niesamowitego. Dla takich chwil malowałam. Miałam wówczas 17, może 18 lat, a ceniony mecenas sztuki czekał na moje obrazy – wspomina Sylvia Fein. Czekał na nie przez kilka lat. Pierwsza solowa wystawa dzieł namalowanych przez artystę odbyła się w 1947 roku w Perls Gallery. Wernisaż został ciepło przyjęty nie tylko przez uczestników wystawy, ale także przez krytyków z gazety The New Yorker.

Po tym wydarzeniu malarska kariera kobiety nabrała rozpędu. W międzyczasie Sylvia Fein pobrała się i urodziła córkę. To zainspirowało ją do napisania książki dla dzieci. Pracując nad nią, przestała malować. Do malarstwa wróciła dopiero po 30 latach, gdy przekroczyła osiemdziesiątkę. Pytana, czy żałuje czasu bez malarstwa, odpowiada: nie! Cieszy się, że jej kariera skręciła i że miała szansę oddać się dziecięcej literaturze. Teraz gdy znowu maluje, nie zamierza rozstawać się z płótnem, farbami i ze sztalugą.

fot. Berkeley Art Museum & Pacific Film Archive

Japońska sztuka układania kwiatów 

Sztuka to nie tylko malarstwo. Wie coś o tym 90-letnia Ruby Maruyama, która zajmuje się ikebana, japońską sztuką układania kwiatów. Tłumaczy, że każdy bukiet związany zgodnie z zasadami ikebana musi składać się z trzech łodyg. A każda łodyga symbolizuje co innego: niebo, ziemię i człowieka. 

– W tradycyjnych formach sztuki łodygi ułożone są zgodnie z surowymi zasadami, które rządzą proporcją kwiatów, kątem ich ułożenia, a także innymi czynnikami – wyjaśnia wiekowa florystka. Dodaje, że istnieją także mniej surowe style, gdzie można pozwolić sobie na więcej swobody i kreatywności. To „wolny styl”. Zanim jednak kobieta się do niego przekonała i zaczęła eksperymentować, minęło sporo czasu. Najpierw bowiem trzeba poznać podstawy, by móc łamać zasady.