WCZYTUJĘ

Wpisz szukaną frazę

„Wszystko ma swój czas” – mówi Anna Panz, artystka 60+, która dopiero od roku na poważnie zajmuje się sztuką

Udostępnij

Urodzona w 1960 roku Anna jako 19-latka zaczęła studia na ASP, ale –  jak mówi – do dyplomu nie dotarła i na 3. roku przerwała naukę. Do studiowania już nie wróciła, choć marzenie aby wrócić do tworzenia towarzyszyło jej przez całe życie.

Pierwsza praca Anny związana była z jej wykształceniem – projektowała i wykonywała grafiki do stoisk targowych. Kilkanaście razy w roku jeździła na targi do Poznania i tam, na halach targowych, naklejała znaki firmowe i grafiki wycinane z folii samoprzylepnych, często „oklejając” wszystkie stoiska na hali. Na początku litery wycinała ręcznie, z czasem pojawiły się plotery i komputery, co ułatwiło jej pracę i dało więcej możliwości. Obsługiwała głównie wielkie firmy chemiczne i zakłady ceramiczne.

Po 11 latach, będąc po już po 40-tce, Anna została bez pracy – zmieniły się podmioty obsługujące firmy na targach i dla niej już nie było zajęcia. Szukała pracy w zawodzie, lecz w reklamie pracowali wówczas głównie 20- i 30-latkowie. „Kto zatrudni  w reklamie kobietę w wieku swojej mamy?” – zastanawiała się. Szukała zawodu, w którym jej wiek będzie atutem, nie przeszkodą. Zaczęła od przejrzenia swoich osobistych zasobów – talentów i predyspozycji. Zobaczyła, że jedną z jej głównych umiejętności jest łatwość nawiązywania relacji. I tak w 2005 roku została agentką nieruchomości. W tym zawodzie – rzeczywiście jakby stworzonym dla dojrzałych kobiet – pracowała przez 14 lat. Była to praca zdalna.

Mieszkająca na peryferiach miasta Anna zaczęła chodzić na długie spacery z Tokajem – psem, którego wzięła ze schroniska (dziś Tokaj jest jej ukochanym towarzyszem). Spacerowali po nadwiślańskich wałach, chaszczach i okolicznych lasach. Kontakt z naturą wspaniale odpręża, a jako „artystka bez dyplomu” dość szybko Anna zaczęła zauważać ciekawe kadry, fascynujące drzewa. Robiła fotograficzne notatki z tych wypraw. Wiedziała, że kiedyś chciałaby zrobić rysunki zainspirowane tymi zdjęciami.

– Wszystko zaczęło się od tych spacerów –  mówi Anna. – Wciąż jednak nie miałam odwagi. Bałam się, że jak mi nie wyjdzie to już nigdy do rysowania nie wrócę – wspomina.

Z czasem praca pośrednika zaczęła być dla niej zbyt obciążająca, zaczęły się stany depresyjne. Do emerytury brakowało już niewiele czasu. I wtedy właśnie postanowiła: „Jak nie teraz, to kiedy?”.  Kupiła ulubiony papier, cienkopisy i po prostu zaczęła rysować, zupełnie jakby robiła to przez całe życie!

–  Bałam się, bo już nie pamiętałam, jak to się robi, nie miałam żadnej techniki. Ale pomalutku ten pierwszy po latach rysunek sam mnie poprowadził – wyznaje. Od dawna miała upatrzone zdjęcie, które chciała narysować jako pierwsze. I tak poszło dalej, do kolejnych rysunków. Anna jest przekonana, że każda rzecz ma swój czas, a ten był właśnie jej – ani wcześniej ani później.

–  Musiałam dojrzeć – mówi zdecydowanie. I w ten sposób spełnia swoje marzenie sprzed 38 lat – znów zajmuje się sztuką.

Teraz Anna patrzy w przyszłość – dużo rysuje, myśli o zorganizowaniu wystawy, promuje się na Instagramie, niedługo będzie gotowa jej autorska strona w internecie.

Rysując drzewa opowiada o ludziach, emocjach, a także o sobie.

–  W każdym rysunku jest kawałek mojej historii –  mówi. W chaosie splątanych gałęzi i korzeni potrafi odnaleźć spokój. Raz okazało się nawet, że narysowane drzewo jest portretem „czarownicy” z Lasku Bielańskiego. Anna świadomie nie chce nadawać swoim rysunkom tytułów, tylko numery.

Rysunki Anny są bardzo wymagające, pełne szczegółów, bywa że poświęca im nawet miesiąc pracy.

Pracuje na papierze kredowym w formacie 100×70 cm, cienkopisami 0,2 i 0,3 mm. Rysunki digitalizuje w profesjonalnej firmie, a reprodukcje sprzedaje jako certyfikowane druki giclee–  drukowane na materiałach najwyższej jakości. W tej technice drukują reprodukcje swoich prac i wystawiają w galeriach nawet najbardziej uznani współcześni artyści.

A mnie intuicja mówi, że niedługo drzewa Anny też trafią do galerii.